Jak mięso staje się ciałem

A woman demonstrates a toy based on Lady Gaga's outfits, including her meat dress, replicated here with parma ham, at a toy fair in London January 25, 2011.     REUTERS/Andrew Winning (BRITAIN - Tags: ENTERTAINMENT BUSINESS SOCIETY)

Leżę w szpitalu na wyciągu. Zwichnięcie kręgów przykuło mnie do łóżka na długie tygodnie. Niestety, oddaliło mnie od prysznica i wanny na tyle samo. Przychodzi pani pielęgniarka z zestawem do mycia: miska, gąbka, ręcznik. Pyta czy mam jakieś kosmetyki. Nie mogąc ruszyć się ani centymetr, z głową obciążoną kilogramem uwiązanym do szyi zwisającym smutno za ramą łóżka, wskazuję miejsce, gdzie najpewniej położyła kosmetyczkę moja siostra. Pani patrzy na jej zawartość i mówi: a po co pani tyle tego? Chyba na randkę pani nie idzie. Po czym bezceremonialnie odkrywa kołdrę, pod którą leży mięso do umycia, czyli moje wystraszone i zawstydzone ciało. To jej praca. Moją w tym momencie jest powstrzymanie się od chęci ucieczki z pokoju, w którym nie leżę sama i do którego w każdej chwili może ktoś wejść.

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po odzyskaniu sił po punkcji lędźwiowej, była wizyta w łazience w celu umycia włosów. Wtedy dopiero poczułam, że moje ciało jest w stanie pozwalającym mi na swobodne i przyjemne jego użytkowanie.

Zdrowie seksualne to stan zaspokojenia warunków na trzech poziomach: fizycznym, psychologicznym i społecznym. Osoby z niepełnosprawnościami często mają trudność z osiągnięciem tego ostatniego. Bo osoba na wózku czy z porażeniem mózgowym często postrzegana jest jako aseksualna, a w związku z tym niepotrzebne są jej ładne ubrania, modna fryzura czy makijaż. Ważne, żeby było wygodnie. Luźny dresik, adidasy i możemy pójść na salę rehabilitacyjną. Po wyjściu z sali rehabilitacyjnej nie ma sensu przebieranie się, bo na wózku też wygodniej jest w szarej bawełnie. Pytanie czy takie społeczne określenie potrzeb osoby z niepełnosprawnością nie wpływa na pozostałe dwa aspekty: fizyczny i psychologiczny?

Drogie panie, ile razy zdarzało Wam się chodzić po domu w za dużych spodniach i koszulce po starszym bracie, bo tak jest wygodnie? Czy czułyście się wtedy seksowne? Wątpliwa sprawa. A jak to by wpłynęło na Waszą samoocenę, gdybyście miały chodzić tak ubrane przez cały czas? Bycie kobietą nie zawsze niestety jest wygodne, ale jest przyjemne. Zbyt wysokie i powodujące odciski obcasy i tak wąska spódnica, że ledwo da się podnieść nogę na schodach. Ale z drugiej strony… to uczucie, kiedy wiecie że za tym strojem idzie coś więcej- poczucie atrakcyjności, kobiecości. Czy sądzicie, że osoba z niepełnosprawnością odczuwa to inaczej? Nie. Ona tak samo traci poczucie atrakcyjności w momencie, kiedy jej ciało i ubiór w żaden sposób nie sygnalizują tego, co siedzi w głowie. Jestem kobietą. Jestem ładna. Podobam się sobie. Podobam się innym. W tych myślach nie ma niczego złego ani uprzedmiotowiającego.

Wróćmy do tego dresu. Zapewne wielu z nas widziało reklamę rajstop Adrian. Czy Monika Kuszyńska wygląda na zdjęciu ładnie i pociągająco? Wygląda, i to bardzo. Jej niepełnosprawność nie wpływa na postrzeganie jej jako kobiety. Ma na sobie seksowne rajstopy, buty na obcasie, wyeksponowany jest biust. Czy sprawiałaby takie samo wrażenie, gdyby była w wyciągniętym dresie i wygodnych trampkach?

Można powiedzieć, że w momencie pojawienia się choroby czy niepełnosprawności, przewartościowujemy swoje życie. Takie kwestie jak seks czy ładny wygląd przestają mieć duże znaczenie, bo w naszym życiu pojawiają się problemy i kwestie, które spychają na dalszy plan tak przyziemne i pozornie mało znaczące sprawy. Przychodzi jednak taki moment, kiedy z chorobą i ograniczeniami z niej wynikającymi po prostu się godzimy. Wtedy przychodzi potrzeba i chęć, by wrócić do życia, które prowadziliśmy wcześniej. Chęć, żeby nasze życie wróciło na właściwe sobie tory, a choroba zajęła stałe, ale może nie najważniejsze miejsce w naszej codzienności. Jak jednak na powrót pokochać swoje ciało i użytkować je w znany nam i lubiany sposób, kiedy naokoło nas pojawiają się ludzie, którzy nadal widzą w nas tylko ten kawałek mięsa, który trzeba umyć, bo leży bezwładnie na łóżku?

Nasze ciało jest nie tylko narzędziem, którym posługujemy się do wykonywania codziennych czynności. Nasze ciało to też nośnik informacji i komunikatów, które chcemy przekazać otoczeniu. Nosimy czerń, kiedy jesteśmy w żałobie. Zakładamy buty na wysokim obcasie, żeby podkreślić naszą kobiecość. Malujemy usta czerwoną szminką, żeby pokazać naszą odwagę i seksapil. Co mówi o nas brak dbałości o swoje ciało? Co my myślimy o sobie, kiedy inni traktują nasze ciało jak kawałek mięsa? Nasza cielesność przestaje być wtedy atrybutem naszej płci. To apel nie tylko do samych osób z niepełnosprawnością, ale też do ich przyjaciół, rodziny, partnerów. Oddajmy ciała tym, do których naprawdę należą. Medykalizacja dyskursu dotyczącego niepełnosprawności i przeniesienie ciężaru wiedzy i świadomości z pacjenta na lekarza sprawiły, że nasze niepełnosprawne ciała zostały pozbawione seksualności, płci, ale też władzy nad samym sobą. Panuje społeczne przyzwolenie dla mówienia osobom chorym co mają robić, jak mają robić, gdzie mogą chodzić, gdzie są mile widziane, a gdzie nie. Oddzielenie ciała od jego właściciela i odebranie mu władzy nas własnym ciałem sprawiły właśnie, że został tylko kawałek mięsa, który trzeba utrzymać w stanie zdatnym do spożycia. Pytanie kto by chciał żyć w takim ciele sterowanym zewnętrznie.

Kiedyś Mama z Siostrą pożyczyły szpitalny wózek, oparcie oznaczone nazwą bródnowskiego szpitala przykryły kocem i wykradły mnie z oddziału na zakupy. Pamiętam, kupiłam wtedy bardzo ładną, zwiewną, letnią, białą sukienkę. Dziękuję Wam za to wspomnienie i zbudowaną dzięki niemu świadomość, że niezależnie od pozycji w jakiej się poruszam, ciągle jestem kobietą i przypomnienie, że wolę sukienki niż spodnie 🙂

*cytat zapożyczony z książki „Seks na wysokich obcasach 2” Alicji Długołęckiej i Pauliny Reiter

7 Komentarze

Dodaj swój komentarz
  1. 2
    Nieidealnaanna

    Na pewno masz dużo racji, że jak nas widzą tak nas piszą i nawet dla własnego komfortu psychicznego lepiej być zadbaną niż nie. Rozumiem twoja zażenowanie, mimo tego że nie jestem niepełnosprawna podczas dwóch porodów przeżyłam równie wstydliwe momenty… Co do symbolu „dresu” wiem co miałaś na myśli jednak muszę ci powiedzieć, że dojrzałam i zupełnie inaczej to postrzegam. Piękny człowiek emanuje swoim pięknem bez względu na ułomności, nadwagę i inne niedoskonałości . Obecnie jako mama dwójki małych dzieci porzuciłam swój seksowny styl bycia na luźny, leginsowo-dresowo i muszę ci przyznać, że nigdy nie czułam się tak piękna. Wiesz dlaczego? Kocham i jestem kochana.. Pozdrawiam 🙂

    • 3
      Stosunkowo Sprawni

      Dres to pewien symbol. Zgadzam się, że czasami w dresie można czuć się dużo bardziej sexy niż w nagorętszej małej czarnej. Seksapil emanuje z naszego wnętrza, jest tylko odwierciedleniem tego o czym piszesz- miłości do siebie 🙂 Sytuacja koniet z niepełnosprawnością bywa jednak inna niż mam. Za ich ubiór i wygląd nie rzadko odpowiadają inni, którzy nie zawsze respektują seksualnych potrzeb. Innym przypadkiem są panie, które budują tożsamość na świadomości bycia chorym. Kiedyś to rozumiałam- czas, wygoda. Ale to nieprawda. Problem leży dużo głębiej. Seksualność osób z niepełnosprawnością jest problematyczna dla otoczenia, dlatego tak chętnie wpycha się te osoby w ramiona aseksualności, a nie rzadko robią to sami/same. P.S. Leginsy są sexy 😀

  2. 4
    K.

    Myślę, że Twój artykuł spokojnie nadaje się do wszystkich kobiet, które nie chcą o siebie dbać. To nie jest tak, że jak założymy dresy i adidasy to wtedy będziemy się czuć lepiej bo jest np. sobota i nie mamy zamiaru pokazywać się światu. Kobiety powinny dbać o siebie każdego dnia!!! Wtedy wzrasta nasza samoocena. Moja niania zawsze mówiła „kobieta ma być kobietą zawsze, każdego dnia”. Trzeba postępować jak Agap. Kurcze JESTEŚ WIELKA:)! Właśnie takich kobiet nam brakuje. Przypadek Moniki Kuszyńskiej jest bardzo pozytywny.

    p.s. też nie lubię spodni:)

    • 5
      Stosunkowo Sprawni

      Zgadzam się ze słowami Twojej niani- kobietą jesteśmy każdego dnia i powinnyśmy pielęgnować swoją wrwnętrzną kobiecość. Nie mówię tylko o ładnym ubraniu i makijażu, bo każdej z nas coś innego przynosi poczucie szczęścia i pewności siebie. Nieidealnanna ma racje- w leginsach też można być sexy, jeżeli nie brakuje nam samoakceptacji i miłości 🙂 I tego Tobie życzę każdego dnia, miłości każdego dnia 🙂

  3. 6
    agap

    Kiedy zachorowałam na SM w 2010 r byłam w złym stanie fizycznym jak i psychicznym. Diagnoza, wynik rezonansu, nowa sytuacja życiowa itd, itp. Wiadomo – wiadomość o ciężkiej chorobie…Ale do rzeczy. Miałam problemy z poruszaniem się a dokładnie niedowład prawej części ciała. Tydzień spędziłam w szpitalu – żadna pielęgniarka nie spytała mnie czy mi w czymś pomóc. Panie z mojej sali pomagały mi w różnych czynnościach. Byłam im bardzo wdzięczna. Po wizycie w szpitalu trafiłam do domu. Czekałam na poprawę i miałam dużo czasu do myślenia. Właśnie te dresy!. Zaczęłam kupować spodnie dresowe bo stwierdziłam, że już nic innego nie potrzebuję. Buty na obcasie oddałam koleżanką, część ubrań siostrze. Po co mi się stroić skoro mam SM ?!. Obcięłam włosy, ufarbowałam na ciemno. Przecież będzie wygodniej. Z tego wszystkiego w pewnym momencie zobaczyłam siebie w całej tej brzydocie i nie poznałam się. Tej dziewczyny która lubi fajne ciuchy, makijaż, zadbaną fryzurę. Która lubi być sobą. Powoli miesiącami odzyskiwałam „stabilność” emocjonalną, swoją kobiecość, szacunek do swojego ciała. Mój stan zdrowia poprawił się ale nawet kiedy jest gorzej staram się być kobietą.Być sobą. Dla siebie…Śmieję się,że jak jestem czasami w szpitalu (kiedy mój stan zdrowia pogarsza się) mam pomalowane rzęsy bo wtedy to jestem ja.

    • 7
      stosunkowosprawni

      Agap, dziękuję, że podzieliłaś się z nami swoimi przemyśleniami. Czasami w całym zamieszaniu związanym z walką z chorobą czy innymi ciężkimi doświadczeniami życiowymi zapominamy, że my to nadal my. Te same kobiety co przed wypadkiem czy diagnozą. Gratuluję, że udało Ci się powrócić do malowania rzęs i świadomości, że to właśnie Ty 🙂 Trzymam kciuki, żeby wygodne dresy zostały już tylko na salę gimnastyczną albo leniwy sobotni poranek, bo tak przecież też czasami trzeba. Zastanawiające i zasmucające jest to, co piszesz o opiece pielęgniarskiej w szpitalu. Dobrze, że trafiły się chociaż uprzejme i pomocne koleżanka na szpitalnych łóżkach. Łyżka miodu w beczce dziegciu.

      Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za Twój głos!

      P.S. Zapraszam na blog w poniedziałek 14.11. Wtedy ukaże się artykuł na temat seksualności kobiet z SM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *